Polskie Stowarzyszenie Kiteboardingu

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Start Aktualności Pierwsze zgrupowanie kite race w Dahabie Grudzień 2010

Pierwsze zgrupowanie kite race w Dahabie Grudzień 2010

Drukuj PDF

Pomysł wspólnego wyjazdu z ekipą RSX zrodził się w głowie Andrzeja Ożóga pod koniec letniego sezonu. Temat szybko podchwycił Tomek Janiak. Jesienią dopracowywali szczegóły z Pawłem Kowalskim – trenerem olimpijczyków RSX.


Dołączyliśmy do deskarzy w drugim tygodniu ich treningu w Dahabie na Synaju. Mieliśmy niesamowite szczęście, że w ogóle udało nam się wylecieć z Polski, która walczyła w tym czasie ze skutkami przedwczesnego ataku zimy w listopadzie – a ja, naiwny, wierzyłem w mądrość naukowców zapowiadających ocieplenie klimatu – ile lat mam na to jeszcze czekać, co?! Moja podróż (z deską race i całym quiverem Cabrinhy) z Kołobrzegu do Dahabu przez Gdańsk i Katowice (taxi, pociąg, taxi, samochód, samolot, ja-wielbłąd,  bus) to dobry materiał na kiczowaty horror z happy endem. Kto by uwierzył w historyjkę pilota, którego samolot nie wystartował z Warszawy a jego pociąg relacji stolica-Katowice utknął gdzieś w zaspach 30 listopada? Bynajmniej, pilot jakimś cudem dobrnął na lotnisko a nam udało się dolecieć - ze sporym poślizgiem (sic!) – skromną ale bardzo mocną ekipą: Błażej „Błaszko” Ożóg z ojcem Andrzejem „Japą”, Tomek „Niebrzydki” Janiak i ja w roli sparing partnera, kamerzysty, obserwatora. Szkoda, że paru innym zapaleńcom nie udało się wyrwać z kraju w tym terminie. Wszyscy byliśmy mocno nakręceni na ten wyjazd. Błaszko dodatkowo został zmotywowany tuż przed wyjazdem faktem przyjęcia w poczet international riders jednego z potentatów w kitesurfingu: North Kite Boarding (już widnieje w katalogach na 2011 – gratulejszyn Błażej!).

Nasze założenia były klarowne: potrenować jak najwięcej z deskarzami, potestować nowy sprzęt, poprawić technikę, skręcić materiał video pokazujący radochę pływania race zawodniczego jak i rekreacyjnego. Chyba wszystko nam się dobrze udało. Mam nadzieję, że 4 minuty wstępniaka to pokaże. Będę wdzięczny za wszelkie komentarze. Błażej przygotowuje grubszą produkcję opartą na tym samym materiale filmowym. A zebrało się tego coś około 150GB z dwóch GoPro i jednej zwykłej kamery. Film w wersji pełnej będzie zawierał więcej ujęć z wody i nie tylko oraz wywiady z nami i ekipą RSX.

Nie będę opisywał każdego dnia z oddzielna. Postaram się podsumować te 6 dni. Najważniejsze – codziennie pływaliśmy mimo tego, że pierwsze 4 dni nie rozpieszczały wszelakiej maści wodniaków (pływaliśmy tylko na największych szmatach 16-18metrach). Przez te „bezwietrzne” dni wzbudzaliśmy spore zainteresowanie i zdziwienie wszystkich próbujących popływać. Ich miny zdradzały pytanie drążące im dziury w głowach: „Jak to możliwe, aby pływać w komfortowym ślizgu w takich warunkach?!” Nie wiemy dokładnie jakie są dolne limity wiatrowe – wiatromierz jest rzeczą dla nas zbędną. Myślę, że bardzo płaska i bardzo słona woda pozwalała nam śmigać nawet przy 5-6kts. W takich warunkach przy 10 węzłach wiatru jeździliśmy jak opętani ostro na wiatr. Za parę dni zrobię filmik z samego słabo wiatrowego pływania. Mam np. nagrane jak startuję z głębokiej wody Crossbowa 16m przy max 7 węzłach. Rok temu nie uwierzyłbym w takie teksty, które teraz piszę.

Słowo wyjaśnienia wymagają sceny kręcone przy cypelku na Baby Bay (speed spot). Kitesurfing jest tutaj zabroniony. My halsowaliśmy się z bazy Harry Nass’a Nr.4 (centrum Cabrinha) lub podrzucano nas ribem. Zauważę, że odcinek 4 km na wiatr halsowaliśmy zwykle w około 20 minut! Swoim pływaniem nikomu nie przeszkadzaliśmy, bo większość społeczności korzystało wówczas z opcji all-inclusive w hotelowych barach. Zdesperowana mniejszość windsurferów, której udało się wypłynąć szukała wiatru spławikując się po zatoce. Nikt nie miał do nas pretensji o pływanie na zakazanym dla kajta akwenie. Swoją drogą zwróciliśmy uwagę szefostwu Harry Nassa, aby dopuścili kite racing na obszarze całego Dahabu. Rejsiarze mają priorytety bardzo podobne do bractwa windsurferów i nie stanowią zagrożenia jak zwolennicy „stylu dowolnego”. Zobaczymy czy to się zmieni.

Dwa ostatnie dni dały nam wiatr na jednocyfrowe rozmiary. Grubo. Downwindy i zwroty z wiatrem przy 30kts są wciąż poza moimi możliwościami. Godzinki, godzinki, godzinki. A upadki musiały wyglądać spektakularnie. Po takich glebach nie było trzeba się bać obecności rekinów żarłaczy. W ogóle jakiejkolwiek morskiej fauny.  Mimo porażek ze swoimi słabościami mam już ciekawy pomysł na wykonywanie bardzo szybkich zwrotów z wiatrem. Jeśli ktoś pływa / pływał na WS to zrozumie o co chodzi: prędkość wyjścia równa prędkości wejścia. Udało mi się zaliczyć jedną taką rufkę a potem coś mnie pokusiło, założyłem twintipa, aby porobić mega loopy. Straciłem ostatni dzień i do dzisiaj ledwo zginam kolano – ja głupi!

Parę zdań o bezpośrednim treningu z ekipą RSX. Przede wszystkim cieszy nas, że deskarze już nie patrzą na nas jak na grupę lanserów próbujących przywłaszczyć sobie cały szoł. Wspólny czas na wodzie pokazał, że cele mamy podobne. Nie wątpię, że Błaszko, Księciu, Niebrzydki są w stanie osiągać sukcesy na miarę sukcesów Ponta czy Myszki. Obawiam się jednak, że wiele linek nam się poprzeciera zanim osiągniemy taki poziom organizacyjny i budżetowy jak olimpijczycy. To, co robi cała ekipa RSX pod dowództwem Pawła Kowalskiego wzbudza nasz podziw i nieukrywaną zazdrość. Niestety bez zastrzyku poważnej gotówki takie komforty organizacyjne pozostaną dla nas w strefie marzeń (przekaż dalej: szukamy hojnego sponsora dla narodowej ekipy race). Wszystkie dotychczasowe sukcesy zbudowane były na wyczynach indywidualności wspieranych zwykle przez rodzinę lub sukcesy odnoszone kosztem wyrzeczeń rodziny. Po tym zgrupowaniu przekonaliśmy sie, że podstawą sukcesu jest wspólny, częsty trening, dzielenie się doświadczeniami, testowaniem sprzętu, ustawień, wymianą sprzętu itp. Cele mamy już wyklarowane.

Parę osób atakowało mnie z pytaniem o to jak wypadliśmy w bezpośredniej rywalizacji z RSX. Uważam, że błędem jest porównywanie dwóch różnych klas – przecież to jakby porównywać w jednym wyścigu bolid F1 z samochodem z Le Mans. Bynajmniej walka o centymetry wysokości z aktualnym mistrzem i vice-mistrzem świata dała nam dużego motywacyjnego kopa. Myszka i Pont również nie ukrywali, że mieli radochę rywalizowania z nami. Kowal wspomniał, że na wiosnę warto byłoby zrobić ponowną ustawkę. Muzyka na uszy.

Po pływaniu pozostawaliśmy w monotematycznych tematach race, analizowaliśmy wyścigi i materiały video z GoPro. Czyli sfokusowani na maksa J

Ze swojej strony chciałbym podziękować Andrzejowi, Tomkowi i Błażejowi za ich zaangażowanie i organizację całego wyjazdu. Każda minuta wspólnie spędzonego czasu to nie tylko kolejne rejsowe doświadczenie ale tona dobrej zabawy.

Ekipie RSX podziękowania za wspólne treningi i pokazanie kierunku w jakim powinniśmy zmierzać. Do zobaczenia na wodzie. Oby do wiosny!

PS. Osobom kibicującym rejsiarzom poradzę, aby w przyszłym sezonie nie wahali się stawiać zakładów na Niebrzydkiego. On chyba sam nie wierzy, że mógł posunąć się tak do przodu (i na wiatr). Co to będzie się działo jak Tomek wsiądzie na nowiusieńką deskę RRD?! Błażej i Łukasz mają godnego rywala.  Już nie mogę doczekać się pierwszej konfrontacji...

Zajawka tutaj: http://vimeo.com/18093852


Sponsorzy:
Błażej Ożóg – North Kiteboarding (NKB), Etisoft, ProfiStyle
Tomek Janiak – RobertoRicciDesign (RRD), Abc Surf.pl, ChillyTilly.pl
Marek Senior Rowiński – Cabrinha Kiteboarding, Boardsport.pl, SU-2 Kiteboards Factory

 

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować.

Logowanie

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 323 gości